Przypisy... blanty.net


Rzygający w cieniu
Część druga        i -->> część pierwsza

28 luty 2005

Maria z Jasonem postanowili o siebie zadbać.
Na początek Maria postanowiła iść do fryzjera, ale ze względu na zagrożenie ze strony człowieka w złotych okularach poszli tam razem.

Weszli, przywitali się a fryzjerka rzecze: "Eee. Jak pani ma chłopaka to już nie trzeba dbać o fryzurę."

Jason stanął przed lustrem, dokładnie się obejrzał i stwierdził: "Muszę przytyć w uszach".

Wyszli. Jasonowi zaczął dokuczać syndrom nóżki. Trzeba się go pozbyć, zdecydował. Robi się zbyt nonsensownie jak się pojawia.

5 maj 2005

Jason z przerażeniem odkrył że intensywny trening zabójcy jakiemu podlegał od ponad czterech lat nie miał żadnych podstaw teoretycznych. Prawdopodobnie to stanowi główny powód tego że dotąd nie otrzymał jakiegokolwiek zlecenia i jeśli pozostanie w tym szkoleniowym bagnie to nie dostanie nigdy. A bagno wkrótce zamarznie i zostanie na lodzie. Kupił w Empiku trójpak z "Zabójcami" i rozpoczął intensywne przyswajanie wiedzy stawając przy okazji okoniem do Rumcajsa, stwarzającego sztuczne problemy w ramach prototypowania.
Przy okazji chyba nabawił się alergii - ciągłe jedzenie z kociołka nad ogniskiem jest niezdrowe. Czyżby przyszła pora na MacDonaldsa i niedietetyczną colę? Co na to kowboje?
Prawdopodobnie nawiąże kontakt z naturalizowanymi w Polsce japończykami aby i od nich zaczerpnąć dużą porcję wiedzy.
Pistolety z tłumikami. To jest to.
Tylko w dalszym ciągu nie wiedział co z syndromem nóżki... Tak jak i reszta ekipy Mnicha.
Był też ciekaw jak rozwinie się sytuacja z inspektorem z ulicy Janusza. Czy sprawa powinna już zostać odłożona do archiwum spraw przedawnionych i definitywnie przegranych? Czy może śledztwo powinno być prowadzone dalej?

9 listopad 2005

Rumcajs zdradził Mnicha i uciekł z obozu w niesławie. A Jason też w końcu zaprzestał treningu zabójcy. I tak pobyt w obozie trwał zbyt długo i podobnie jak piłkarzy nie szkolono go z taktyki pola walki. Ale w końcu był inżynierem od huku nie od pola walki.
Byli dowódcy Jasona z wietnamskiej dżungli naciskali na spotkanie z chemikiem w celu przekazania formuły. Wielomiesięczne ustalenia daty i terminu spotkania, przyniosły efekt, ale chemik był bardzo pasywny. Zmiął znak rozpoznawczy - herbaciane róże. Wstępne ustalenia nic nie dały. Do przekazania formuły nie dojdzie. I jak tu teraz grać w golfa w Szkocji? Dowódcy odpuścili tego dostawcę. Jason dostał wolną rękę w szukaniu docelowego.
W międzyczasie inspektor przeprowadził wyrywkową kontrolę. Uznał że loki to odpowiednia inwestycja. Ale dobiegały sprzeczne informacje odnośnie ciężaru właściwego kości udowych poddawanych działaniu dymu papierosowego.
Z pomocą w opuszczeniu obozu przyszli mu komisarze spisujący numery kolczyków dla bydła. Kilka miesięcy się zastanawiali, ale w końcu zadzwonili ze zleceniem. Długo męczyli go o zapas naboi, pozostał przy standardowym poziomie. Postanowił przystać na ich propozycję i został konsultantem rolnym na zlecenie. Wykopali podkop, ciach-ciach wycięli nożycami dziurę w siatce i uciekł.
Zleceniobiorcy mają taką samą nazwę konta. A co to za różnica, w wietnamskiej dżungli nazwa konta się nie liczyła, tylko zapas naboi. Bo dopiero po pierwszej akcji wyszło jak bardzo się mylił z tymi zapasowymi nabojami, ostrzeliwany ogniem smugowym po krótkiej chwili nie miał się czym bronić. Dobrze że gildia ma choć szpital polowy, ale kolejna akcja nieprędko będzie.
A na koniec obozu Mnich domyślił się że Jason ma zamiar uciec i podarował mu włoski ołówek kopiowy. Trochę śliny i pisze jak pióro Aurora. Ekipa Mnicha zaczyna się powoli wykruszać, źle przydzielone zadania i ludzie giną w coraz to nowych akcjach domów maklerskich.
Wyjechali z Marią służbowym przegubowym Solarisem do księstwa na wyspie Ciosanych Opakowań i Jason tak już miesiąc wygładza kartki papieru ze spisami kolczyków dostarczane z wytwórni. Nie jest do końca zadowolony, przydział naboi do służbowego pistoletu się nie zmienił, a trzeba by kupić nową kaburę i zaszyć dziury w starej. Ale doświadczenie z przemieszczania się za pomocą teleportacji DigiCorpu jest bardzo cenne. Tylko gildia komisarzy zbyt duża, nowa gildia kiedyś się zdziwi że Jason zdecydował się ją porzuć, ale w sumie ilość naboi jest głównym czynnikiem w powiązaniu z odległością. Oczy już nie te i nawet nowiutki karabinek snajperski, legendarnej wyspiarskiej produkcji, jako przynęta, nie zapewnia stuprocentowej pewności trafień. Poza tym noszenie tego karabinka bez zabezpieczenia odpowiednim zapasem naboi jest nonsensowne. Dodatkowym problemem jest brak dostępu do strzelnicy, nie można się popisywać jak w Zabójczej Broni.
Ponadto wytwórnia papieru ma ostatnio zatory w maszynie firmy Absolutnie Bez Gwarancji - Sterujemy Pracą Stałe Apanaże i nowych kartek nie dowożą, Jason poleruje wtedy karabinki kałasznikowa z wymiany barterowej z polskimi supportami na stadionie X-lecia.
A supporty jak to supporty, marudzą, taka polerka nam się nie podoba, zostawiamy wersję bez polerki, bo My wiemy lepiej, co lepiej błyszczy w pełnym słońcu.
Jason od dawna szukał dostępu do porządnej strzelnicy szkoleniowej. Odkrył taką w Krakowie, ale daleko i w nocy ciężko dojechać Solarisem. Intensywne weekendowe treningi strzeleckie powinny zaowocować w trakcie kolejnego przeglądu technicznego.
Ponadto zainteresował się nim wywiad. Musi zakopać papiery przedwojennej dwójki w nowym miejscu, bo jeszcze je znajdą. Maria nie może w tym uczestniczyć - wyśle ją na kurs nauki jazdy na rolkach po wodospadzie.
W trakcie telekonferencji po VOIP, odnośnie ostatniego spotkania roboczego, które ze względu na Eskulapa nie doszło do skutku, Jason usłyszał w tle niepokojące słowa. I zrozumiał, że w tym śledztwie to on powinien kontrolować i to już od dawna...

23 grudnia 2005

Jason przez ostatnie kilka tygodni pracował nad projektem sondy kosmicznej dalekiego zasięgu. Niestety został włączony do projektu zdecydowanie za późno. Praktycznie tuż przed jej wystrzeleniem, 5 listopada, kiedy otrzymano pierwsze, bardzo obiecujące wyniki badań korony słonecznej przeprowadzone przez miniaturową, wstępną wersję sondy. Oczywiście w czasie określanym względnie, gdyż prace nad sondą trwały już prawie jedenaście lat. Aż do wystrzelenia właściwej sondy z próbnika raz w tygodniu spływały potwierdzajace celowość eksperymentu dane. 12 grudnia sonda została wystrzelona. Pierwszym celem miało być Słońce. Po dotarciu do celu pierwsze wyniki przeprowadzanych przez sondę badań nastrajały bardzo optymistycznie. Aż tu nagle 22 grudnia pojawił się wynik badań (podobny do zaobserwowanego w maju 2003 albo 2004 przez radioteleskop na Zbójniku i również sugerowany na odbywajacej się 1 października na Rodos konferencji, przez naukowców badających złoża ropy naftowej) wskazujący na to że Słońce zgaśnie. Dla Jasona świat się prawie zawalił.

Cóż, przyjdzie poszukać nowego "Słońca" do badań, Proxima Centauri albo jakaś inna powinna być w zasięgu sondy. W sumie to sonda dalekiego zasięgu, kilka, kilkanaście parseków nie powinno stanowić problemu, a do Słońca jest tylko jedna AU.

Zastępca nowego Mnicha przysiadł się w stołówce do Jasona i powiedział, że przez pierwsze pół roku w trakcie obserwacji sondy nic specjalnego nie będzie się działo. Trzeba się uczyć, pokazywać w towarzystwie..., po prostu się przemęczyć przez ten okres. To nowa, może i cenna informacja, ale bez przesady, Jason jest tylko prostym pomocnikiem sprzątacza. Może się tylko nauczyć położenia nowego miejsca na szczotki i chemikalia. Z tych chemikaliów można by zrobić fajerwerki. A te fajerwerki można by potem było sprzedawać na placu targowym przy Kusocińskiego. No bo co on będzie sprzątał?

Tylko ciekawe co na to wszystko powie Maria ze względu na jej ostatnie zaangażowanie w tworzenie projektu kanadyjskiego budżetu na rok 2006?

29-31 styczeń 2006 — W oparach absurdu na wysokim poziomie abstrakcji.

W końcu doszło do spotkania Jasona z przełożonym klasztoru na Podmokłym Wzgórzu. 28 stycznia 2006 odbył trudne i wielogodzinne rozmowy, dodatkowo prowadzone półsłówkami, które pozwoliły mu w końcu zorientować się jak daleko złe są stosunki między zakonnikami osuszającymi Podmokłe Wzgórze, a zakonnikami nawadniającymi Pustynny Wąwóz.
Docierające w ostatnich miesiącach wiadomości były mocno niepokojące, ale to czego się dowiedział spowodowało, że meldunek do kierownictwa agencji musiał być wysłany specjalną pocztą kurierską. Ale niestety Jason musiał też odpowiednio opracować treść raportu. Jednoznaczna identyfikacja powstałego zagrożenia i szacunek kosztów eskalacji konfliktu. Napisanie tego nie było łatwe, ale na wstępie obiecał sobie sesję przy lusterku z często uzupełnianym kieliszkiem spirytusówki (czyli spirytusu rektyfikowanego z wodą w stosunku 1:1), więc się specjalnie nie ociągał. Podczas pisania dodawał sobie energii pogryzając świeżą cebulę i delektując się jej wspaniałym aromatem.
Schodząc ze Wzgórza usłyszał głośny rumor - olbrzymi kamień, który 11 lat temu nagle pojawił się na krawędzi urwiska na północnej części wzgórza, w końcu spadł, grzebiąc w przepaści marzenia części mnichów o wygranym zakładzie u bukmacherów.
Odczuł wtedy, że życie stało się właśnie prostsze. Dowiedział się również, że niewiedza bolała, ale ból powodowany przez wiedzę wyniesioną ze spotkania z przeorem jest niewyobrażalnie większy.
I w ten oto sposób dotarła do niego prastara mądrość filozofów.
U podnóża wzgórza wsiadł do tramwaju silnie rozpychając łokciami gorące powietrze. Miał tak okrutną minę, że jedna z pasażerek sie,

I w ten sposób niespodziewanie kończy się historia Jasona. Urwana w pół zdania. Inne wypociny datowane od października 2005 można znaleźć w innym miejcu. Ale to już całkiem inna historia…

     blanty.net albo część pierwsza